Viewing posts categorised under: Kolumbia

Tak jak miło mi, że wielu z was ma dobre mniemanie w temacie mojej pracy wolontariusza, tak mam głęboką świadomość tego, że to mniemanie jest w dużej mierze niezasłużone. Ostatnie dwa tygodnie, które spędziłem na wolontariacie związanym z trzęsieniem ziemi, może i przyniosły jakieś wymierne efekty, ale między Bogiem, a prawdą kosztowały mnie tyle wysiłku ile przeciętnego amatora cross-fitu wycieczka do fitness klubu. Trochę potu, trochę zakwasów. Tożem się narobił.

Prawdziwymi aniołami są jednak ludzie, których poznałem w Limie rok temu i których teraz przy finiszu tego etapu mojej wyprawy ponownie odwiedziłem. Mowa o pracownikach sierocińca dla dzieci z głębokim stopniem upośledzenia fizycznego i psychicznego. Ludzie, którzy dzień w dzień wykonują tą samą pracę, z takim samym poświęceniem nie zważając na brak choćby cienia nadziei na poprawienie sytuacji dzieciaków. Fajnie pracuje się fizycznie kiedy rano podchodzisz z łopatą i nie ma dziury, a odchodząc po południu dziura jest. Jest pień który trzeba usunąć. Rach i ciach, pnia nie ma. Ściana wymalowana. Szałas postawiony. Prodżekt Realajzd. KPI odfajkowane. Checked!

20150925_100144

Tylko, że tutaj w sierocińcu sytuacja, która mnie zastała po roku jest identyczna jak ta rok temu. Żadne z dzieci w magiczny sposób nie ozdrowieje. Jedyne wyznaczniki sukcesu pracy tutejszych Aniołów to to czy dane dziecko uśmiechnie się dziś czy nie. Czy jego niewidzące spojrzenie pod wpływem bodźca skieruje się na chwile w stronę opiekuna czy nie.

Ech, przeczytałem właśnie mój pierwszy tekst, który napisałem na blogu rok temu. Chyba odrobinę bardziej grubo ciosany niż jestem dziś, ale do rzeczy i niestety niezmiennie - na czasie. Zapraszam do zapoznania się z początkiem mojej historii tutaj >>>

Jeśli czyjaś praca zasługuje na wyróżnienie to właśnie takich osób jak pracownicy domu dziecka w Limie. Psychologowie, rehabilitanci, pielęgniarki. Osoby, które z syzyfowym uporem dzień za dniem prą do przodu troszcząc się o tych, o których nikt nie pamięta.

AKTUALIZACJA:

Teraz mieszkając w Medellin od kilku miesięcy ponownie zaangażowałem się w pracę jednej fundacji o nazwie Cuerditas de AmorSzczęśliwie się składa, że praca którą znalazłem daje mi bardzo dużą swobodę mogę więc zaangażować się w inne rzeczy jednocześnie w tym właśnie w pomoc tej fundacji.  Jeśli ktoś z was będzie odwiedzał kiedyś Medellin i będzie dysponował wolnym czasem gorąco was zachęcam do odwiedzenia wraz ze mną dzieciaków z Tricentenario i opowiedzenia wam czegoś o sobie i o waszym świecie. Zapewniam, że będą słuchały z wypiekami, a ciekawość świata którą w nich zasadzicie może kiedyś zakiełkuje.

Read more

Dzień dobry! Nazywam się Antek Pataperro a ten kanał jest kontynuacją innego prowadzonego przeze mnie kanału zatytułowanego Antoni & America Latina. Tamten kanał prowadzę od ponad roku jednak w wyniku moich podróży i wielu nowych znajomości zrobił się już trochę zbyt chaotyczny :) Czasem pisałem tam po polsku, czasem po angielsku, czasem po hiszpańsku. Czasem opowiadałem wam o Peru, czasem o Ekwadorze, a czasem o Kolumbii. Jako że w tym ostatnim kraju przyszło mi teraz żyć, wiem o nim najwięcej i czuję się w nim doskonale postanowiłam założyć osobny kanał na którym umieszczał będę informacje wyłącznie w języku polskim i wyłącznie tyczące się Kolumbii. Zapraszam więc do odwiedzania, lajkowania i udostępniania wszystkim znajomym podróżnikom, którzy myślą o odwiedzeniu najwspanialszego miejsca na ziemi, KOLUMBII :)

Read more

Warto mieć ciotkę nauczycielkę, a jeszcze bardziej warto słuchać jak do Ciebie mówi. Moja wspominała mi o tym w mailach już jakieś pięć razy, ale jakoś nie było okazji zastanowić się nad tym i spojrzeć w górę ;) A tak na poważnie, to jeśli nie spaliście na lekcjach geografii to wiecie, że Ekwador znajduje się na równiku (jak sama nazwa wskazuje 'equator - równik'). Wiem, wiem, nie jestem jeszcze wprawdzie w Ekwadorze, tam wybieram się dopiero w październiku, ale Kolumbia po sąsiedzku z Ekwadorem ma nie bardzo odległą szerowość geograficzną, a co za tym idzie... no właśnie.  

Read more

Wysyłanie wiadomości. SMSy, wiadomości tekstowe na różnego rodzaju komunikatorach. Czy może być w tym temacie coś ciekawego do powiedzenia? Czy cały Świat, który w ten sam sposób przecież używa tych samych telefonów komórkowych może się jakoś różnić między jednym kontynentem a drugim? Okazuje się, że tak. Niby taka drobna rzecz, a i tu mogą być ogromne różnice między Europą, a Ameryką Łacińską. Między Polską, a Kolumbią i Peru. Zapraszam do kolejnego odcinka codziennych ciekawostek na temat Kolumbii i Ameryki Łacińskiej.    

Read more

Wiem, wiem. Do znudzenia o tym trąbię. Ach! Och! Jak niezwykle mili są Ci Kolumbijczycy! Zamęczałem was tym do tego stopnia, że w końcu jedna znajoma mieszkająca w Hiszpanii napisała mi, że trudno jej to zrozumieć, bo jej doświadczenia są zupełnie inne. Myślałem, myślałem i wymyśliłem dlaczego tak jest. Poniżej wideo, w którym wyjaśniam co stoi za tym sympatycznym fenomenem. Zapraszam... do miasta najmilszych ludzi na świecie ;)  

Read more

Bardzo zależy mi na tym, żeby mój blog, vlog, kanał na Fejsbuku i wszelkie inne środki przekazu, którymi sie komunikuję niosły jakąś wartość. Nie robię tego po to żeby zebrać worek lajków i dziesięć tuzinów subskrybentów na youtubie dla samego faktu. Zależy mi żeby podzielić się doświadczeniami z mojego obecnego życia, które może pomogą odwiedzajacej mnie osobie odpowiedzieć sobie na jakieś pytania albo, co może nawet lepsze, skłonią ją do postawienia nowych pytań.

tattoo

Dlatego też staram sie nie kierować trendami i tematami na topie w danym momencie. Długo zastanawiałem się więc czy powinienem rozpoczać serię nagrań o kuchni kolumbijskiej, bo to własnie jeden z tych popularnych tematów, który wiele nie wnosi, a dobrze się "sprzedaje". No ale jednak po kilku zapytaniach i prośbach doszedłem do wniosku, że mogę na swoim kanale znaleźć miejsce i dla takiej tematyki. Skoro są osoby, które chciałyby się czegoś na ten temat dowiedzieć, nic mnie nie kosztuje żeby coś w tym kierunku zrobić.

Temat mojego tatuażu też jest jednym z tematów, które wiele nie wnosi i obejrzenie go nie spowoduje ze Świat stanie się lepszy. Pomyślalem jednak że różnice kulturowe rownież w tym względzie pomiędzy krajami Ameryki Łacinskiej i Europy (choć może bardziej między Kolumbią a Polską) są tak dluże, że możnaby na ten temat opowiedzieć, przy okazji wkłuwania kolejnych kropelek farby pod moją skórę.

To czy komuś podobają się tatuaże czy nie jest subiektywne i nikogo nie bedę przekonywał do zmiany opinii. Nie chcę sie też szczególnie rozwodzić nad tym czy tatuaże powinny być tolerowane w różnych zawodach, bo myśle że jest to po prostu kwestia czasu i czegoś do czego Świat musi dojrzeć. Zamiast wciskać coć komuś na siłe, lepiej poczekać aż społeczeństwo samo sie z tym oswoi i coś co dziś jest jeszcze szokujące za 20 lat nie bedzię u nikogo wywolywać najmniejszego zdziwienia.

To o czym opowiadam w nagraniu poświęconym tatuowaniu się tyczy sie tego co Kolumbijczycy tatuują na swoich ciałach. Mówię o tym bo jest to kolejny przykład tego jak różne są wartości i tradycje między Europą a Ameryką Łacińską. Przed tym jak sam zainteresowałem się zrobieniem sobie tatuażu nie poswiecałem temu tematowi zbyt wiele czasu. Miałem znajomych w Polsce którzy udekorowali swoje ciała różnymi obrazkami, ale była ich raczej garstka - stąd też moja próba statystyczna jest niewielka i jeśli jestem w błędzie, nie obrażę się jeśli ktoś mnie z niego wyprowadzi. Mam jednak wrażenie, że w Europie na topie są jednak tatuaże przedstawiające różnego rodzaju tribale, wzory geometryczne, czaszki czy komiksowe i popkulturowe elementy. Technika, jakość i kolory się zmieniają, ale tematyka mniej wiecej oscyluje w okół wyżej wspomnianych. W Kolumbii tematyka tatuaży jest diametralnie inna. Zachęcam do obejrzenia wideo z mojej ostatniej trzeciej sesji poruszam miedzy innymi ten wlasnie temat. Pozdro Polska i do uslyszenia! :)

Read more

Wielu z moich znajomych to, że jestem dziwakiem wiedziało i akceptowalo już od dawna ale ja zdałem sobie z tego sprawę dopiero ostatnio. Po setnym pytaniu od kolejnego Kolumbijczyka czy nie mam problemu z podróżowaniem solo nie tylko zrozumiałem, że nie mam, ale że chyba jestem już od tego uzależniony.

IMG_5840    

To czego nie lubię i nie potrafię to siedzieć w domu dłużej niż godzinę kiedy nie ma takiej konieczności - czyli w moim wypadku pisania, montowania, ładowania baterii albo spania. Ostatni tydzień uzmysłowił mi to, kiedy z powodu kolejnej kraksy na rowerze dostałem tydzień zwolnienia lekarskiego i temblak na rękę. Jeszcze kilka dni temu modliłem się o taką przerwę od pracy bo nie nadążałem już z montowaniem wideo, których każdego dnia nagrywam kolejne giga bajty. Pech chciał, że razem z ręką uszkodziłem laptopa, zapowiadał się więc tydzień udręki spowodowanej marnotrawieniem najcenniejszego dobra - czasu. Z tego tygodnia rekonwalescencji nie usiedziałem na miejscu ani dnia. Codziennie przemierzalem miasto wzdłuż i wszerz odkrywając kolejne dzielnice, których pracując nie miałem możliwości zobaczyć. Ha! Czyli jednak na coś mi się to zwolnienie przydało! To że pracuje od marca pozwoliło mi się troche odkuć finansowo jednak zablokowało mi w zupełności możliwość podróżowania i opuszczania departamentu Antioquia, czyli podróży dłuższych niż 4-5h w jedną stronę. Zwolnienie, które wypisane mialem do soboty włącznie oraz długi weekend (poniedziałkowe święto) zmobilizowało mnie do tego aby ruszyć w kolejną wyprawę. W październiku przenoszę sie do Ekwadoru, jednak wtedy nie będę miał już możliwości podróżowania po Kolumbii bo chwilę po zrezygnowaniu z pracy moja wiza zostanie anulowana i w ciągu tygodnia będę musiał opuścić kraj, aż do rozpoczęcia nowego roku kalendarzowego. Korzystając więc z daru losu w nocy z piątku na sobotę wyruszyłem do Cartagena de Indias - na Karaiby.

Cartagena jest miejscem które polecam każdemu turyście trafiającemu do Kolumbii z wielu względów. Jest najbardziej 'inna' od tego co turysta europejski może zobaczyć na starym kontynencie. Ludzie chodzący po ulicach na boska, konie ciągnące za sobą wozy z awokado. Autobusy tak kolorowe, że mogłyby stać przy kościelnych odpustach razem z landrynkami i wiatrakami na patyku. Codzienna darmowa sauna powodowana 35 stopniowym upalem polaczonym z 80% wilgotnoscia. Wiekszosc mieszkańców to czarnoskórzy, co po odwiedzeniu najpierw Bogoty i Medellin moze wydac sie dla wielu zaskoczeniem. To co kocham w Kolumbii to wlasnie jej wieloetnicznosc i wielokulturowosc, od tak wielu pokolen, ze nikogo tu nie dziwi nie szokuje ani nie sklania do rasizmu albo ksenofobii. Nie wiem jak to osiagnieto, niewolnictwo zniesione zostalo w Kolumbii duzo pozniej niz w Stanach, mimo to problem rasizmu (ktory jest wszedzie na swiecie, ale) jest tu jednak marginalny. Wielokulturowosc i wieloetnicznosc to jednak temat na kolejna historie zostawiam wiec was z najlepszymi zdjeciami jakie udalo mi sie zrobic w Cartagena de Indias i kilkoma wideo, ktore nagralem przy mojej poprzedniej wizycie. Tym razem rowniez przygotowuje material wideo, ktory mam nadzieje bedzie o wiele lepszy i mam nadzieje pokaze wam go juz niebawem!

Read more

Ruszylem niedawno z nowym cyklem kulinarnym w ktorym przedstawial bede kolejne dania Ameryki Lacinskiej. Na pierwszy ogien poszly dwa dania glowne - obiad i sniadanie. Dla nas Polakow jednak oba moga wydac sie obiadowe. Kolumbijczy jedza ciezkie potrawy. Jedza duzo i gesto. Az dziw bierze, ze przy takiej diecie wygladaja dobrze i zdrowo. Moze to pogoda, moze radosc zycia. Kto to wie... Mieszkam w Kolumbii juz od listopada 2015 roku, od tego czasu zdazylem sie juz przyzwyczaic do tutejszego jadlospisu i bardzo go polubic. Nie dziwi mnie jednak kiedy turysci odwiedzajacy Kolumbie na zaledwie kilka dni nie podchodza zbyt entuzjastycznie do tutejszych dan. W tym cyklu bede staral sie pokazac wam co sie tu je, w jaki sposob i co ciekawsze jak (dziwnie) miesza sie tu smaki.

Read more

Gdzieś Ty chłopie był?

Od dłuższego czasu na tym blogu nie pojawiały się nowe artykuły. Nie jest to związane ani z tym, że zapadłem się pod ziemię, ani z tym, że zabrakło mi weny, ani z tym, że przestało mi się chcieć. Przeciwnie! Chce mi się coraz bardziej i coraz więcej! Pisanie, a raczej przekazywanie informacji, wrażeń i doświadczeń z mojej podróży to coś co sprawia mi cholerną frajdę i przyjemność. Zawsze też staram się, żeby rzeczy, które wrzucam do internetu miały jakąś wartość albo były przynajmniej przyjemne do przeczytania czy obejrzenia w momencie oderwania się na chwilę od pracy czy żeglugi po stronach internetowych. Dlatego też doszedłem do wniosku, że po wielu miesiącach prowadzenia bloga powinien wskoczyć on na kolejny poziom.

 

No i co teraz?

A poziomem tym jest wykorzystanie nowego kanału informacyjnego w celu dotarcia do was z moimi materiałami. W dobie internetu ...Boże jak ja nienawidzę tego zdania, co drugi marketingowy slogan, z którym miałem do czynienia w mojej poprzedniej pracy zaczynał się w ten sposób. No ale co zrobić, w dobie internetu jeśli dobrnąłeś do tego zdania znaczy, że nie jesteś przeciętnym odbiorcom internetu z pokolenia millenialsów. Setki i tysiące komunikatów, które docierają do nas każdego dnia wytworzyły już w nas barierę informacyjną. Jeśli coś nie zaciekawi nas w pierwszych dziesięciu sekundach zamykamy okno i klikamy dalej. Artykuły rzadko kiedy są dłuższe niż na kilka tysięcy znaków (maksymalnie jedna strona A4 zwykłą czcionką). Materiały wideo jeśli są dłuższe niż 10 minut skazane są na niepowodzenie. Nawet najwięksi świata mediów i najpopularniejsi z popularnych nie pozwalają sobie na przekazywanie swoim odbiorcom większej ilości informacji niż zmieści się w 5-7 minutowym przekazie wideo lub jednej stronie, najlepiej jeszcze z wypunktowaniami, żeby szybciej i łatwiej przykuć wzrok. Po marketingowemu nazywa się to Attention Span, po naszemu po prostu przykucie uwagi. Mając jednak świadomość, że tym przynudnawym tekstem robię wszystko, żeby stracić Twoją uwagę przestaję już smęcić i przechodzę do sedna.

 

Od czytanki do widowiska

Od ostatnich kilku tygodni przymierzam się do tego, żeby zacząć produkować bardziej ciekawe, spójne, konkretne i profesjonalne nagrania wideo. Czy oznacza to, że nie będę już pisał? Chyba nie. Wiele razy pisałem moje teksty na gorąco pod wpływem chwili. Materiału wideo w chwilę nie jestem w stanie zmontować, więc jeśli na szybko będę musiał przelać gdzieś swoje emocje to pewnie poczynię to w formie artykułu. Na pewno jednak moją energię i  wolny czas, który znajdę będę kierował w stronę relacji wideo. Tym samym, jeśli jesteś moim stałym czytelnikiem mam ogromną nadzieję, że również staniesz się moim stałym widzem i będziesz dalej kibicował mi w moim odkrywaniu Ameryki Łacińskiej. Poniżej znajdziesz kilka moich ostatnich nagrań. Jeśli chcesz być na bieżąco po prostu subskrybuj mój kanał klikając czerwony napis pod filmikiem na Youtube i już! Kiedy tylko pojawi się jakiś nowy film, który w pocie czoła zmontuję będzie Ci się on wyświetlał w sugestiach do obejrzenia. Pozdro Polska! Do zobaczenia!!!

   

Read more

Moja przeprowadzka do miasta niekończącej się wiosny, wspaniałego Medellin uświadomiła mi jedną zatrważającą rzecz. Jest uzależniony. Moje uzależnienie jest niebezpieczne przez to, że trudne do zdiagnozowania. W zasadzie sam nie wiele o nim wiem i nie wiele słyszałem.

Nie uzależniłem się od niechlubnego dobra eksportowego Kolumbii przyjmowanego w postaci białego proszku. Nie uzależniłem się również od pięknych kobiet, które zachwycają tutaj każdego dnia. Nie uzależniłem się także od wspaniałej słonecznej pogody, dzięki której codziennie mogę śmigać do pracy na rowerze, a później już na miejscu patrzeć jak przelotny deszcz, praktycznie zawsze o tej samej porze zapewnia Kolumbii status jednego z najbardziej zielonych miejsc na ziemi. Ani wino, ani kobiety, ani śpiew. Co więc cholera tak mną zawładnęło, i tak mnie wierci i uwiera, że trudno myśleć mi o czym innym. Jestem uzależniony od zmiany.

Przyjeżdżając do Medellin, nie brałem pod uwagę możliwości osiedlenia się tu na stałe bo od dłuższego czasu nie wierzę już w coś takiego jak "stałe". Myślałem jednak, że posiedzę tu z pół roku, może rok, a później ruszę dalej. Ten wariant wciąż nie jest wykluczony. Na chwilę obecną mój plan to pożyć tutaj do sierpnia, a potem ruszyć dalej. Są jednak dni kiedy pewne sytuacje, a może raczej ich brak wywołują we mnie tak zwany WANDERLUST, lub z niemieckiego FERNWEH, pojęcia do których będę się odnosił pewnie jeszcze nie jeden raz. Wanderlust to zlepek słów 'wander' - podróżować, oraz 'lust' - pragnienie. Słowo pojawiło się już w średniowieczu, a silnie na znaczeniu nabrało w epoce romantyzmu kiedy to Werter, Kordian i Giaur wyruszali w podróż sentymentalną lub całkiem realną. Fernweh z kolei z niemieckiego jest zwrotem stworzonym w opozycji do słowa Heimweh, oznaczającego z kolei tęsknotę za domem. Moim zdaniem Frernweh i Heimweh nie są pojęciami wykluczającymi się i mogą jak najbardziej funkcjonować jednocześnie, ale wracając do sedna...

...ten właśnie Wanderlust pojawia się u mnie od czasu do czasu, szczególnie w dniach, kiedy w moim życiu nie przytrafia się nic nowego. Jestem już przyzwyczajony do tego, że codziennie poznaję nową osobę, codziennie odwiedzam miejsce, w którym nigdy w życiu nie byłem, codziennie dowiaduję się czegoś co mnie totalnie mnie zaskakuje, czegoś o czym nie wiedziałem lub czego zupełnie się nie spodziewałem. Nie często, acz czasem, trafiają mi się dni w których nic takiego nie ma miejsca. W takich chwilach myślę o tym czy nie przyszedł już przypadkiem czas aby ruszyć dalej. Na przykład w kierunku Ekwadoru, który ewidentnie w ostatnich dniach mógłby skorzystać z dodatkowej pary rąk. A może do Meksyku, który zachęca historią i ludźmi, ale nieco zatrważa dokładnie tym samym. Może Nikaragua, którą zachwycają się wszyscy turyści, którzy odwiedzili Amerykę Centralną? Może Brazylia, stolica samby, radości i karnawału, ale również faweli i największego kryzysu ekonomicznego w Ameryce Południowej zaraz obok Wenezueli, która pogrąża się ponoć niestety w coraz większym chaosie. Może Boliwia i solna pustynia określana jako jedno z najbardziej spektakularnych miejsc na ziemi. A może Argentyna i Patagonia?

Mówiąc o Argentynie. Z ekscytacją myślę o spotkaniu z Naohiro, Japończykiem, którego poznałem w Krakowie, mojej małej ojczyźnie, jakieś półtorej roku temu kiedy po dwóch latach nieprzerwanej podróży odwiedził kraj nad Wisłą jak pięćdziesiąte dziewiąte miejsce w trakcie swojej tułaczki po świecie. Półtorej roku później Hiro wciąż jest w podróży. Kiedy napisałem do niego niedawno okazało się, że jest w Argentynie, zaprosiłem go więc do siebie, w wypadku gdyby Kolumbia wciąż jeszcze nie była przez niego odkryta. Kiedy tydzień później napisałem ponownie okazało się, że jest już na Wyspach Wielkanocnych. Tam też skalkulował, że do Kolumbii powinien dotrzeć w lipcu, po tym jak odwiedzi Boliwię, Paragwaj, Brazylię i Wenezuelę. W lipcu przyjdzie nam więc się spotkać i wymienić doświadczenia z naszych podróży.
Myślę, że stadium uzależnienia Hiro jest już tak duże że nie ma na nie ratunku. Wprawdzie w Krakowie mówił mi, że planuje wrócić do Tokio kiedy już odwiedzi wszystkie miejsca na ziemi, ale co będzie robił później. Po pięciu latach tułaczki osiądzie w jednym miejscu i dalej będzie pracował na budowie tak jak robił to przed wyjazdem? Mam nadzieję, że Hiro wróci do swojej ojczyzny przede mną i powie mi jaką receptę znalazł na wirus zwany Wanderlust. Jak udało mu się zamknąć rozdział w którym znajdują się te wszystkie miejsca, które zobaczył i Ci ludzie, których poznał. Czuję bowiem że takie remedium kiedyś potrzebne będzie i mnie, bo na tą chwilę dałem się całkowicie owładnąć mojemu uzależnieniu i póki co nie zamierzam szukać na nie lekarstwa. Pozdro Polska!

Read more